Forum Primrose Ponies Stable Strona Główna Primrose Ponies Stable
www.ponyplay.pl
 
 FAQFAQ   SzukajSzukaj   UżytkownicyUżytkownicy   GrupyGrupy   GalerieGalerie   RejestracjaRejestracja 
 ProfilProfil   Zaloguj się, by sprawdzić wiadomościZaloguj się, by sprawdzić wiadomości   ZalogujZaloguj 

Ucieczka

 
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum Primrose Ponies Stable Strona Główna -> Opowiadania użytkowników
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
alex260865
dziki kucyk



Dołączył: 27 Lip 2007
Posty: 12
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/2
Skąd: Wrocław

PostWysłany: Sob 17:21, 14 Sie 2010    Temat postu: Ucieczka

Od pewnego czasu chodziło mi po głowie coś takiego i w końcu to napisałem. Może to się komuś spodoba?

Zatrzymała się na znak wodzy. Była zmęczona długim biegiem ale bywała już bardziej. Mogłaby jeszcze biec.

Woźnica odpiął ją od rikszy, pochylił do przodu i przypiął jej pierścień w nosie do pierścienia przy rikszy. Teraz musiała stać nisko pochylona. Wiedziała co teraz będzie. Przyzwyczaiła się do tego. To było częścią procedury. Nawet tego oczekiwała. Dzwoneczek przyczepiony do jej łechtaczki sprawiał, że była bez przerwy wilgotna i gotowa na przyjęcie mężczyzny. Był wystarczająco duży, żeby utrzymywać ją w stanie ciągłego podniecenia, ale za mały, żeby dać jej orgazm.

Żałowała, że to jest TEN woźnica. Ona wolała starszych woźniców, ponieważ dłużej trwało zanim mieli wytrysk i doprowadzali ją do 2 albo 3 orgazmów. Ten był jak królik i przychodził przed nią. Ten raz nie różnił się od innych.

Niezaspokojona została skierowana spowrotem do posiadłości. Kiedy wbiegła na dziedziniec drogę zastąpił im jakiś wysoki mężczyzna z pistoletem w dłoni.

"Kim jesteś?" wrzasnął woźnica.

"Deirdre MacDonell?" mężczyzna zwrócił się do niej.

Zadrżała. Już prawie zapomniała, że tak się naprawdę nazywa. Tutaj była tylko Gorącą Cipą. Tak jak jej koleżanki były Mokrą Cipą, Bramą Rozkoszy, Naczyniem Rozkoszy i tym podobnie.

Skinęła głową. Mężczyzna podniósł pistolet i wystrzelił do jej woźnicy. Oniemiała. To nie jest dobre słowo. Niema była odkąd ją tutaj przywieziono. Bez przerwy miała w ustach wędzidło, które uniemożliwiało powiedzenie czegokolwiek. A przynajmniej czegokolwiek zrozumiałego. Zdejmowano im uzdy tylko do jedzenia i picia, ale wtedy też nie wolno im było mówić.

Mężczyzna odpiął ją od rikszy i wyjął jej wędzidło.

"Niestety Rosjanie coś zauważyli i jadą tutaj ich żołnierze. Moi koledzy musieli zniknąć. Nie możemy wziąć żadnego samochodu, ponieważ prowadzi tutaj tylko jedna droga, a nią jedzie wojsko. Czy są tutaj jakieś prawdziwe konie?"

Pokiwała głową i ruchem głowy wskazała stajnie. Pobiegli. Konie były 2. Ogier i klacz. Klacz właśnie się oźrebiła i jeszcze nie wydobrzała po porodzie. Westchnął.

"Uciekaj sama. Ja zostanę i spróbuję ich powstrzymać."

"Riksza." powiedziała.

Wyprowadzili dwuosobową rikszę i zaprzęgli do niej ogiera. On wrzucił do tyłu plecak i jakieś worki. Na wierzch położył łuk i kołczan ze strzałami. Nie wiedziała, że jeszcze używa się czegoś takiego w wojsku. Na jej szyi powiesił swój karabin i pojechali. Trochę żałowała, że nie mieli czasu, żeby uwolnić ją z uprzęży. Byłoby miło znowu dotknąć coś swoimi własnymi rękami i uwolnić się od tych butów.

"Czy jest tutaj jakiś duży las?"

Pokiwała głową i wskazała kierunek.

"Jak duży?"

"Nie wiem." przełknęła ślinę, znowu mogła mówić "Kiedyś biegłam od śniadania do obiadu."

Spojrzał na nią zdziwiony. Przesunął wzrokiem po jej ciele.

"Z rikszą?"

"Tak." teraz ona się zdziwiła, a jak inaczej?

"Przy założeniu, że biegłaś ze średnią prędkością 10 kilometrów na godzinę, to daje co najmniej 40 kilometrów. Może się uda."

Nie wiedziała co ma się udać, ale nie zapytała.

"Jestem Darius Kowalski z Sił Zbrojnych Jej Królewskiej Mości." przedstawił się.

"Jak długo tutaj jestem?" zapytała.

"Nie wiesz?" zdziwił się "Kiedy tutaj przyjechałaś?"

"Porwano mnie 26 listopada 1999."

"Teraz jest 11 czerwca 2002."

Dwa lata. Dwa i pół roku. Była tutaj 2 i pół roku. Dwa i pół roku była ponygirl.

Nie wiedziała o czym z nim rozmawiać. On wydawał się zajęty prowadzeniem konia.

To było dziwne uczucie być wiezionym. Tak przyzwyczaiła się, że ona jest z drugiej strony dyszli, że teraz czuła się nie na swoim miejscu.

W lesie zwolnił do kłusa.

"Ty naprawdę potrafisz biec kilka godzin z riszą?" zapytał jakby z podziwem.

"Tak."

"Jasny gwint. Masz chyba lepszą kondycję ode mnie."

Jego podziw sprawił jej przyjemność. Po raz pierwszy od bardzo dawna ktoś okazał jej podziw. Ktoś o coś ją zapytał. Mogła mówić. Ktoś się nią interesował.

"Po jakiego grzyba nosisz te dzwonki?" zapytał, wskazując na jej piersi.

"Nie wiem. Przypięli je kiedy mnie tutaj przywieźli. Chyba po to, żeby mnie podniecać."

"A podniecają ciebie?"

"Tak. Teraz tak. Na początku bardzo się wstydziłam i to bardyo mnie rozpraszało. One dzwoniły przy każdym kroku. Już się nie wstydzę. Teraz podnieca mnie kiedy one się ruszają."

"Chcesz, żeby je zdjąć?"

"Przyzwyczaiłam się do nich. Już mi nie przeszkadzają. Tylko ten w kroczu. On mnie gniecie, kiedy siedzę."

"Wytrzymasz jeszcze trochę? Wolałbym odjechać trochę dalej."

"Poczekam. Nauczyłam się czekać."

To było dziwne. Odwykła od podejmowania decyzji. On pytał czy ona coś wytrzyma. Od tak dawna nikt nie pytał czy ona wytrzyma. Kazali jej biec kilka godzin z rikszą i używali bata, żeby wytrzymała. Kiedy wstawiali jej pierścienie, to ją przywiązali i przekłuli. Ona po prostu musiała to wytrzymać. Kiedy ją chłostali, to też nie było mowy, czy ona to wytrzyma. Wiązali ją do rusztowania i ona to wytrzymywała. Musiała to wytrzymać. Nie miała innego wyboru. Ona nie miała nawet możliwości popełnienia samobójstwa. Ona musiała wytrzymać. To też wytrzyma.

Jechali jeszcze chyba godzinę. W końcu stanął. Postanowił zdjąć z niej TO. Odwróciła się, żeby mógł odpiąć jej ręce.

"Jezu!" zawołał "Nie wiedziałem, że możliwe." poczuła jak przesuwa palcami po jej rękach "Jak ty to możesz wytrzymać?"

"Nie mam wyboru." odpowiedziała ze spokojem "Nic z tym nie mogę zrobić."

"A! Tak. Oczywiście." mruknął zawstydzony "Czy to boli?"

"Nie. Już nie boli. Przyzwyczaiłam się do tego."

Delikatnie, jakby bał się, że sprawi jej ból, odpiął jej ręce. Jęknęła kiedy opady w dół.

"Chyba... Chyba wolę jak są na miejscu."

"To znaczy jak?" nie zrozumiał.

"Na plecach."

"Wolisz je tak jak były?" nie próbował ukryć zdumienia.

"Wtedy mniej bolą."

"Jezu! Co oni z tobą zrobili?"

Nie zapiął jej rąk. Zamiast tego rozpiął jej gorset. Z ulgą przyjęła najpierw rozluźnienie uchwytu grubej skóry a chwilę później dotyk wiatru na nagiej skórze. Jej ręce leżały bezwładnie na siedzeniu. Nie miała nad nimi władzy. Nie mogła nimi poruszyć. Z przyjemnością wciągała tyle powietrza ile mogło się zmieścić do jej płuc. Gorset wymuszał płytkie oddychanie. Dla tej przyjemności gotowa była znieść ból rąk.

Rozbawiła ją jego mina, kiedy wyjął jej z odbytu ogon. Widziała jak przełknął ślinę.

"Nie odpinasz dzwonków?" zapytał zdziwiony.

"Nie mogę. Nie mogę ruszyć rękami."

"Od dawna nimi nie ruszasz?"

"2 i pół roku."

"Jezu!" powtórzył "Ja bym się chyba zabił."

"Ja chciałam, ale nie mogłam. To jest trudne, kiedy jesteś cały czas związany."

"Jezu! Jak ty to wytrzymałaś?"

"Każdy by to wytrzymał. Możesz wytrzymać wszystko, kiedy nie masz wyboru."

"Tak. Oczywiście." mruknął wyraźnie zawstydzony "Jezu! Zaczynam żałować, że strzeliłem im w łeb."

"Dlaczego?"

"Za to co z wami robili, to za mało. Nie zasłużyli na szybką śmierć."

Była zdumiona. To są jeszcze ludzie, którzy tak myślą? Ona sama zaczęła myśleć, że to co z nimi robili było normalne.

"Chcesz, żebym to ja zdjął ci te dzwonki?"

"Tak. Proszę!"

"Będę musiał ciebie dotknąć." powiedział jakby skrępowany.

"Wiem."

Patrzyła rozbawiona jak niepewnie sięga ręką do jej piersi i starając się ich nie dotykać zaczął majstrować przy pierścieniu w jej sutku.

"To nie gryzie." roześmiała się.

"Tak." bąknął "Oczywiście."

Teraz pewniej gmerał. Odpiął pierwszy dzwonek. Z drugim poradził sobie szybciej. Wstała i szeroko rozstawiła nogi, żeby ułatwić mu dostęp do krocza. Zrobił się cały czerwony. Wyraźnie skrępowany zaczął gmerać przy jej łechtaczce. Z trudem stłumiła chichot. Nie chciała go zawstydzać już bardziej. Rozbawiona przyglądała się klęczącemu przed nią mężczyźnie. Podobał się jej. Chciała, żeby ją teraz wziął.

Rozczarowana usiadła na rikszy. Nic nie zrobił. Nie odwrócił jej i nie przypiął jej nosa do pierścienia na rikszy. Nie podobała mu się? Może woli chłopców?

Z pewnym zdziwieniem przypomniała sobie, że w Anglii, tak samo jak w USA nie jest przyjęte takie traktowanie kobiet. Westchnęła. Tutaj to było jednak o wiele łatwiejsze. Nie musiała nic robić. Mężczyźni po prostu ją odwracali i wchodzili w nią. Czy ona jeszcze pamięta jak się flirtuje?

Wieczorem odprzągł konia i wyjął z jednej ze swoich toreb coś do jedzenia. Przepraszał, za smak ale to wojskowe racje. Smakowało lepiej niż to co jej dotąd dawano do jedzenia.

Bawiło ją to jak błądzi oczami. Robił wszystko, żeby na nią nie patrzyć. W końcu zapytał, czy ona chce się ubrać. Wzruszyła ramionami. Przyzwyczaiła się do nagości. Raczej bawi ją kiedy ktoś nie traktuje jej naturalnie.

Gapił się na nią z otwartymi ustami, kiedy odeszła kilka kroków od rikszy, stanęła na szeroko rozstawionych nogach i zaczęła sikać.

"Co się stało?" zdziwiła się.

"Eee" jąkał "Nigdy nie widziałem, żeby kobiety tak sikały."

Popatrzyła w dół na strugę moczu lecącą z jej krocza.

"Tutaj tylko kobiety sikaja kucając." powiedziała.

"Ty kto? Facet?"

"Kucyk."

Dopiero kiedy to powiedziała, uświadomiła sobie, że jednak ona też jest kobietą. Nie pozwalano tutaj jej nią być ale jednak jest kobietą.

"Jezu!" szepnął "Oni tutaj byli gorsi od fok!"

"Fok?" teraz ona się zdziwiła.

"U.S. Navy SEALS" mruknął "Spotkałem ich w Afryce."

"Foki są dobrzy." zaprotestowała.

Już pamiętała. Kilka razy były o nich filmy.

"Ja też tak myślałem. Kiedyś. Dawno temu. Jak byłem młody i głupi. Teraz ich zabijam."

"Foki? Zabijasz foki? Dlaczego?"

"Spotkałem ich w Afryce. Zabiłem ilu mogłem. Teraz nie wysłano mnie do Iraku właśnie dlatego, żebym nie spotkał fok. Boją się, że znowu zrobię z nich kotlety siekane."

"Ty z nich? Ale oni są najlepsi!"

"Nie są. Nigdy nie byli."

Teraz on podszedł do miejsca, gdzie ona przed chwilą sikała.

"Będzie ci przeszkadzać, jeżeli też to tutaj zrobię?" zapytał niepewnie.

Wzruszyła ramionami.

"Sikaj gdzie chcesz. Jeśli nie musisz, proszę, nie sikaj na moją twarz."

Opadła mu szczęka.

"Prosisz.. mnie, żebym... nie sikał ... na twoją twarz?" wyjąkał.

"Później szczypią mnie oczy." próbowała się wytłumaczyć.

"To oni tutaj sikali ci na twarz?"

"Tak." wzruszyła ramionami "Normalne." wyglądał jakby za chwilę musiał zacząć szukać w trawie jego własnej szczęki "Po za tym możesz sikać wszędzie."

"Jezu!" szepnął "Wszędzie?"

"Tak. Wszędzie. Przyzwyczaiłam się."

"Jezu!" to chyba jego ulubione słowo "Przyzwyczaiłaś się."

Wysikał się i wrócił na swoje miejsce.

"Jak ty to robisz, że chodzisz w tych butach, tak, jakby to była najłatwiejsza rzecz na świecie?"

Popatrzyła na swoje stopy, zamknięte w butach bez obcasów i uformowane tak, że nie można było oprzeć się na piętach. Ona musiała cały czas stać na palcach nóg, które uwięzione były w plastiku uformowanym w kształt przypominający końskie kopyta i zaopatrzonym w stalową podkowę.

"Nauczyłam się tego." powiedziała.

"Ja bym sobie nogi połamał, zanim przeszedłbym 5 kroków." powiedział z podziwem.

Usmiechnęła się. Jego uznanie było miłe.

Kiedy się położyli, długo nie mogła usnąć. Kiedy zauważyła, że on też nie śpi zaypała:

"Czy założysz mi uprząż?"

"Mam założyć ci uprząż?" co go tak dziwi?

"Tak. Bardzo proszę."

Wstał.

"Myślałem, że nie będziesz chciała tego więcej nawet widzieć."

"Ręce mi przeszkadzają." poskarżyła się "Przez cały ten czas marzyłam, żeby to zdjąć i wyrzucić. Marzyłam, żeby mieć wolne ręce. A teraz przeszkadzają mi moje własne ręce." rozpłakała się.

"Nawet nie będę udawał, że rozumiem co czujesz. Ja nigdy... Ja zawsze miałem wolne ręce."

Założył jej gorset. Nawet go nie ściągnął. Powinien pójść na szkolenie. Na szczęście nie musiała niczego ciągnąć. Równie niezdarnie zapiął jej ręce na plecach.

"Zrób, proszę, tak, żeby leżały wygodnie." poprosiła.

"Myślałem, że tak będzie najwygodniej."

"Tak nie jest wygodnie." westchnęła "Łokcie powinny być razem i ręce do góry."

Ostrożnie upiął jej ręce w odpowiedniej pozycji. Kiedyś była nie do wytrzymania. Dawno temu rozbiłaby głowę o ścianę z bólu, gdyby jej nie związano. Teraz to była najwygodniejsza pozycja dla rąk.

"Tak jest dobrze?" zapytał z troską.

"Tak. Dziękuję." on jest naprawdę miły.

"Nie boisz się, że cię zgwałcę?" zapytał ze śmiechem.

Jego śmiech był wymuszony. W półmroku nie była tego pewna ale wydawało jej się, że widzi wybrzuszenie na jego spodniach.

"Nie" uśmiechnęła "Przyzwyczaiłam się."

"Przy... przy... przy... zwy... przyzwy... przy... przyzwyczaiłaś się?" wyjąkał.

"Tak!"

"Ale do tego chyba nie można się przyzwyczaić!"

"Do wszystkiego można się przyzwyczaić."

"Jezu! Powinno się ich pozabijać."

"Już ich zabiłeś!"

"Jeden raz to za mało. Wiesz co? Jesteś najtwardszym człowiekiem jakiego poznałem. Ja i wszyscy inni by tego nie przeżyli."

Co za dziwny człowiek. Jest taki zszokowany tym co jej robiono a sam strzelił do jej woźnicy tak... tak... jakby splunął. Nie była pewna, czy on jeszcze pamięta, że to zrobił.

Ona twarda? On by tego nie przeżył? On nie ma pojęcia o czym mówił. Tam nie było możliwości nie przeżyć. Tam nie było możliwości nie wytrzymać. Jak człowieka przywiążą do słupa to wytrzyma wszystko. Wstawianie pierścieni, znakowanie, czy przecinanie jajowodów.

"Ilu ludzi zabiłeś?" zapytała cicho.

"Dzisiaj... 6."

"A wszystkich razem?"

"Nie wiem."

"Jak to nie wiesz?"

Westchnienie.

"Nie wiem. Już dawno przestałem liczyć. Na początku to jest straszne. Nie możesz spać. Śnią ci sie po nocach. Nie możesz sobie wybaczyć. Potem jest coraz łatwiej i coraz łatwiej. Aż przychodzi dzień kiedy nie pamietasz twarzy, miejsc i tego jak to zrobiłeś. Ja pamiętam inne twarze. Nie! Ja pamietam brak twarzy! Pamiętam brak twarzy nie wiem czy półrocznego dziecka, któremu jakiś skurwysyn rozdeptał twarz, pamiętam wykrwawiąną, nie wiem czy ośmioletnią dziewczynkę, której jakiś kutas rozerwał krocze. Pamiętam łóżko z narzuconą kapą i przebitą w kilku miejscach nożem. Pod tą kapą leżał kilkuletni chłopiec. Martwymi dłońmi wciąż trzymał tę kapę, jakby myślał, że w ten sposób ochroni się przed śmiercią. Ja pamiętam młodą kobietę, której jakiś skurwysyn rozpruł brzuch i wyrzucił nie narodzone jeszcze dziecko. Kiedy go zabiłem, stał i śmiał się patrząc jak ona próbuje z płaczem wepchnąć dziecko na miejsce. Śpij już. to nie są tematy na wieczorne opowieści." zakończył.

Leżała wstrząśnięta. Już wiedziała skąd u niego taka łatwość zabijania. I wiedziała skąd u niego ten dziwny wyraz w oczach. Te oczy widziały stanowczo zbyt wiele. Te oczy widziały za mało dobrych rzeczy a o wiele, wiele za dużo cierpienia i okrucieństwa.

Rano włożył jej swoją koszulkę. Miało to tę złą stronę, że on wyraźnie się rozluźnił i przestał co chwilę rzucać na nią ukradkowe spojrzenia. Wyraźnie zaczął lepiej nad sobą panować. Wolała, kiedy była naga. Ale tego mu nie powiedziała. Jedno się nie zmieniło - jego oczy robiły się szkliste, kiedy szła. To był jedyny powód, dla którego nie zdjęła swoich butów. Wcześniej ich nienawidziła, a teraz... Wiedziała, że to te buty zmuszają ją do chodzenia na rozkołysanych biodrach i wymuszają napięcie pośladków, który tak na niego działa.

Czyżby stała się dziwką? Wcześniej nigdy nie było dla niej ważne, żeby budzić w mężczyznach porządanie. Wcześniej specjalnie ubierała się luźno, żeby ukrywać swoje ciało, wcześniej domagała się uznania dla swojego umysłu. Wcześniej walczyła z "męskim seksizmem". Teraz...

Jakąś godzinę po obiedzie wyjechali z lasu. Jechali jeszcze ok pół godziny, kiedy on nagle wyrzucił ją z rikszy. Zanim upadła na ziemię usłyszała strzały. Kwik konia. I zobaczyła jego. Klęczał na jednym kolanie. Nogi szeroko rozstawione. Karabin przy ramieniu. Nie strzelał. Strzały dobiegały z za rikszy. Nagle strzelił. 2 razy. A potem padł na plecy. Jęknął. Przetoczył się na bok i znowu przyłożył karabin do ramienia. Znowu celował. Z przerażeniem patrzyła na rosnącą czerwoną plamę na jego kroczu i lewym udzie. Strzelił. Jeden raz. Przewrócił się na plecy. Stęknął coś, czego nie zrozumiała. Na pewno jakieś przekleństwo.

"Czy możesz patrzeć czy się nie ruszają?" zapytał normalnym głosem "Ja jeszcze nigdy nie chybiłem, kiedy strzelałem do człowieka, ale to może być ten pierwszy raz."

Przerażona zbliżyła się do przewróconej rikszy i wystawiła głowę. Zobaczyła samochód terenowy leżący na dachu. To znaczy leżałby na dachu, gdyby miał dach. Po chwili wypatrzyła dwa ludzkie ciała leżące w pobliżu.

"Widzę 2 ludzi." powiedziała i popatrzyła na niego. Rozcinał sobie właśnie spodnie.

"Jeden powinien być w środku. Kierowca." mówił gosem jakby nic go nie bolało, ale widziała wykrzywioną twarz.

Wiedziała co czuje. Ona miała przekłute sutki i krocze i łechtaczkę i nos. Ale jej dziury były malutkie.

"Obserwuj ich! Nie chcę, żeby nas zaskoczyli."

Patrzyła na zmianę na trupy i na niego. On odciął sobie nożem spodnie od nogawek. Góra spodni i slipy zostały na trawie. Ze swojego plecaka wyjął jakąś buteleczkę i nalał trochę na ranę. Syknął. To wszystko. Przewrócił się na brzuch. Poprosił ją, żeby polała ranę z tyłu. Wtedy znowu uklęknął, założył tampony i zabandażował sobie nogę, tuż przy pachwinie.

Popatrzył na samochód.

"Tym nigdzie nie pojedziemy. A ja raczej chwilowo nie nadaję się do pieszych wędrówek." mruknął "Ty dobrze biegasz?" skinęła głową "Uciekaj! Ja spróbuję ich zatrzymać."

Ogarnęło ją przerażenie.

"Ale... ale ja nie wiem dokąd."

Westchnął.

"Umiesz strzelać?"

"Nie. Umiem tylko ciągnąć rikszę."

"Co?"

Oboje popatrzyli na martwego konia. Popatrzyli na siebie.

"Mamy uprząż." szepnęła.

"Chcesz mnie ciągnąć?"

Pokiwała głową.

"To prawie czterysta kilometrów. Myślisz, że dasz radę?"

"To tylko sprawa motywacji." powiedziała cicho.

"Motywacji?" nie zrozumiał.

"Masz bat." wyjaśniła.

"Co? Mam ciebie bić?"

Podała mu uprząż. Z trudem trzymała oczy daleko od jego męskości. Od wczoraj nie miała orgazmu. Była w stanie wytrzymać znacznie dłużej, lecz dotąd wstrzemięźliwość była wymuszona przez uprząż.

Powoli założył jej gorset. Znowu miała być ponygirl. Znowu miała ciągnąć rikszę. Obiecywała sobie, że kiedy to się skończy to ona nigdy...

"Masz rację." powiedział z uznaniem "Nie będziemy ułatwiać im życia. Niech się pomęczą, żeby nas znaleźć. Jeżeli nas znajdą." uśmiechnął się do niej, oddała mu uśmiech "Gdybyś była facetem, to bym powiedział, że masz jaja jak wiadra." roześmiała się "Będziemy kluczyć, żeby nie znaleźli nas zbyt łatwo. To bardzo wydłuży czas i drogę. Cholera! Czy te sprzączki muszą być takie małe i musi ich być tak dużo?"

Uśmiechnęła się.

"To jest gorset nośny. Zwykłe gorsety miały służące. Gorset nośny musi być dokładnie dopasowany. Nie mogę ciągnąć rikszy jeżeli uprząż mnie ociera."

"Tak. Oczywiście." Mruknął "Głupi jestem. Ja wcześniej nie wiedziałem, że są ponygirl." spróbował się usprawiedliwić.

"Myślisz, że nas znajdą?" zapytała.

"Jeżeli mają dostęp do satelitów wojskowych to na pewno nas znajdą. Jeżeli nie mają to my mamy duże szanse na udaną ucieczkę."

"Przyjeżdżali do nas ludzie w mundurach." powiedziała cicho.

Westchnął.

"Mamy odpowiedź na twoje pytanie. Pozostaje pytanie. Będziemy walczyć, czy się poddamy. Jeżeli będziemy walczyć, to zginiemy, albo wygramy. Jeżeli się poddamy to sama wiesz, jak będzie."

"Mi nic nie zrobią. Ciebie zabiją."

"To jest twój wybór." powiedział.

"Jak założysz mi uprząż to będzie twój wybór." spróbowała uniknąć decyzji.

Odwrócił ją do siebie.

"Ja to nie oni. Kiedy założę ci uprząż Nie będziesz miała wyboru. Dlatego musisz podjąć decyzję teraz."

Poczuła łzy napływające do oczu. Od tak dawna nikt nie traktował jej w ten sposób. Tak jak traktuje się człowieka.

"Chcę być twoją klaczą." powiedziała.

"Co?" wytrzeszczył oczy "Co powiedziałaś?"

"Chcę, żebyś założył mi uprząż. Zawiozę ciebie tam, gdzie będziesz chciał. Będę twoim kucykiem. Będę twoją klaczą."

Naprawdę tego chciała! Ufała mu.

Odwrócił od niej oczy. Wydawało się, że nie wie co zrobić ani co powiedzieć. Wstał. Jęcząc i stękając wyciągnął dyszel spod martwego konia. Nie był złamany. Odciągnął rikszę tak, żeby móc ją zaprząc. I on mówi, że to ona jest twarda? Po piercingu, czy znakowaniu, musieli użyć bata, żeby zmusić ją, żeby wstała! Zaprowadził ją miedzy dyszle.

"Ale tak nie można!" zaprotestowała "Nie skończyłeś ze mną."

"To znaczy co jeszcze mam zrobić?"

"Gorset musi być mocno ściśnięty."

"Ale nie będziesz mogła oddychać."

"Bedę mogła oddychać. Nauczyłam się tego. Gorset nie może się ruszać. Nie może obcierać mi skóry."

"To może z niego zrezygnować."

Westchnęła.

"Nie utrzymam rękami rikszy. Nie mogę jej ciągnąć, trzymając dyszle rękami."

"Tak. Oczywiście." zawstydził się "Przepraszam. Ja niewiele wiem o ponygirl."

"Ja wiem. Ja wiem więcej niż chciałam wiedzieć. Powiem ci jak ze mną postępować."

Zaczął ściągać paski gorsetu.

"Jak idę moje kolana muszą się unosić tak, żeby były na wysokości moich bioder. Kiedy nie robię tak, dajesz mi jdno uderzenie batem w moją dupę."

"Co? Mam ciebie bić za kolana?"

"Bedę twoją klaczą. Jeżeli nas znajdą, nie chcę, żebyś się mnie wstydził. Jeżeli mam umrzeć jako klacz, to chcę być najlepszą klaczą jaka tędy biegała."

Westchnął. On nic nie rozumiał.

"Ja mam cały czas trzymać stałe tempo. Takie jakie ty ustalisz. Jeżeli bedę przyśpieszać, ściągniesz trochę lejce. Jeżeli bedę zwalniać, będziesz używał bata, aż będę biegła właściwym tempem. Jak będziesz chciał sikać, rób to na moje nogi i dupę. Od tego szybciej goją się ślady po bacie."

"Jezu!" szepnął.

"Kiedy bedziesz chciał mnie pieprzyć..."

"Co?"

"Kiedy będziesz chciał mnie pieprzyć, to..."

"Mam ciebie pieprzyć?"

"Woźnica tak robi z klaczą. Kiedy będziesz chciał mnie pieprzyć, to przyczepisz kółko w moim nosie do zaczepu na rikszy. Wtedy nie będę mogła się wyprostować i bedę dostępna tak długo jak będziesz tego potrzebował."

"Jezu!" to chyba naprawdę jego ulubione słowo "Chcesz, żebym był dla ciebie taki jak oni?"

"Nie będziesz dla mnie taki jak oni. To mój wybór. Ja zdecydowałam co tobie powiedzieć. Są rzeczy, których nie chcę żebyś robił i tego ci nie powiedziałam."

"Rozumiem. Nie powiedziałaś, kiedy sikali ci na twarz." domyślił się "Ja nie będę tak robił. Przedtem nie myślałem, że mógłbym sikać na kogokolwiek. Ja... Ja jeszcze nigdy nie nasikałem na żadnego człowieka. Ja... nigdy nie myślałem o tym co robiłem z moją żoną, że to jest pieprzenie. Dla mnie to zawsze było kochanie się. Ja..."

Chwilę milczeli.

"Dlatego chcę być twoją klaczą." powiedziała cicho "Jeżeli mam umrzeć, ciągnąc rikszę, to będę miała woźnicę, z którego będę dumna."

"Wystarczy? Czy gorset jest wystarczająco ściągnięty?"

Poruszyła ramionami. Rękami spróbowała szarpnąć grubą i sztywną skórę.

"Chyba dobrze. Sciągnij jeszcze jedną dziurkę, dla pewności."

Znowu ciągnął za paski.

"Co teraz?"

"Paski krocza."

"A to po co?"

"Bez tego ogon może wypaść z mojej dupy."

"Ale z tym nie będziesz mogła... no wiesz."

"Robiłam to rano. Widziałeś jak to robiłam. Teraz nie muszę tego robić. Będziesz wyjmował ogon rano i potem wstawiał na miejsce."

Trochę niezdarnie przyczepiał wąski pasek z tyłu gorsetu.

"To przyczepia się najpierw z przodu."

Przyklęknął przed nią. Był nawet bardziej niż trochę niezdarny. Tłumiła uśmiech widzą jak zerka niżej, na jej bezwłosego kotka. Ona też tego chciała.

"Ten ogon to jest konieczny?"

"Tak. Ogon sprawia, że wyglądam lepiej. I trzyma moją dupę rozszerzoną. Kiedy będziesz chciał pieprzyć mnie w dupę to będzie dla ciebie łatwiejsze."

"Acha. Tak. Oczywiście."

Prawie się roześmiała widząc jak rumieniec sięgnął mu aż na czoło.

"Tak dobrze?"

Sprawdziła palcami.

"Tak. Teraz przyczep moje kółko do rikszy. Tak będę cały czas właściwie wypięta. Ale najpierw przypnij mi ręce na plecy."

"Tak jak miałaś w nocy?"

"Nie. Mocniej. Tak, żebym nie miała, żadnej możliwości poruszenia nimi."

"Nie będziesz mogła się bronić." zauważył zdziwiony.

"Nie muszę. TY jesteś ze mną."

Zapiął jej ręce. Mocno. Tak jak chciała. Tym razem zrobił to sprawniej niż wieczorem. I zrobił to od razu tak jak trzeba. Łokcie mocno dociśnięte do siebie. Przedramiona skierowane do góry. Znalazł nawet paski, które trzymają jej dłonie płasko między łopatkami.

Podprowadził ją do rikszy i znalazł kółko z karabińczykiem.

"Czy masz erekcję?" zapytała.

"Co?" wytrzeszczył na nią oczy.

"Czy masz erekcję."

"Eee... tak. Ale..." jakął się zawstydzony.

"Przed wstawieniem ogona woźnica zawsze pieprzy swoją klacz w dupę. Ale jeżeli możesz ten jeden raz zrobić to do właściwej dziury... bardzo bym chciała... proszę."

Patrzyli sobie chwilę w oczy. Odwróciła wzrok.

"Przepraszam." szepnęła "Zrobisz jak będziesz chciał."

Przypiął ją za nos do rikszy i poczuła jak szuka członkiem jej cipki. Zamknęła oczy. Aż westchnęła z rozkoszy, kiedy ją wypełnił. Kiedy skończył przyłożył ogon do jej dupy.

"Ale to jest za duże." powiedział "Nie zmieści się."

"Kiedy wczoraj to wyjmowałeś to wcale nie było mniejsze."

Wepchnął. Zrobił to powoli i delikatnie. Była mu za to wdzięczna. To była tylko jedna noc i pół dnia i już miała problem, żeby to przyjąć w siebie. Nieprawda. Nie miała problemu. Musi mu powiedzieć, że następnym razem powinien założyć jej najpierw uzdę.

"Tak dobrze?"

"Mocniej dociśnij. I dopilnuj, żeby paski nie wchodziły mi w cipkę."

Kiedy stanęła wyprostowana, poczuła się jakby bardziej sobą niż rano. To było jej życie. To było tylko 2 i pół roku ale te skurwysyny zrobili z niej prawdziwą ponygirl.

On unikał jej oczu.

"Dziękuję." powiedziała.

"Nie dziękuj. Od wczoraj miałem na to ochotę."

"To dlaczego tego nie zrobiłeś?"

"Nie mam zwyczaju gwałcić kobiet."

"Dobry gwałt nie jest zły."

"Co?"

"Wszystko zależy od tego kto gwałci, kogo gwałci i jak gwałci."

"Co? Co takiego?" wytrzeszczył na nią oczy.

"Ty możesz mnie gwałcić. Daję ci takie prawo."

"Ale..."

"Ciii. Nic nie mów. O nic nie pytaj. Ja sama tego jeszcze nie rozumiem. Ale czuję, że bycie zgwałconą przez ciebie nie może być złe."

"Jezu! Co oni z tobą zrobili?"

"Ponygirl." odpowiedziała po prostu, bo to tłumaczyło wszystko "Teraz załóż mi uzdę. Paski mają ściśle opinać moją głowę. Wędzidło ma dociskać mój język do dna i ściągać kąciki ust do tyłu tak, żebym cały czas wyglądała jakbym się uśmiechała. To będzie wtedy, kiedy zmusisz je aby opierało się na zawiasach moich szczęk."

Przełknął ślinę. Obracał w rękach paski uzdy aż odkrył jak to nałożyć. Wtedy miał problem z powyginanym metalem wędzidła. Popatrzył jej w oczy. Otworzyła usta. Do teraz nienawidziła wędzidła. Wepchnął metal do środka. Zacisnął mocno paski. Transformacja się dokonała.

Bez słowa przypiął jej gorset do dyszli. Pamiętał jeszcze jak była przypięta wczoraj bo teraz poradził sobie dosyć łatwo.

"Tak dobrze?"

Pokiwała głową.

"Wiesz? Mi co parę dni zwracają uwagę, że lekceważę regulamin. Że nie salutuję. Że nie uznaję honoru oficerów. To jest ten jeden raz, kiedy mogę to zrobić bez zmuszania się do tego."

Cofnął się dwa kroki. Wyprostował. I zasalutował! Kiedy ją mijał poczuła jak łzy spływają jej po twarzy. Rozpłakała się. Od dawna już nie płakała. Tamci próbowali zniszczyć w niej to co ludzkie. Ten mężczyzna tym jednym malutkim gestem potrafił przywrócić jej całą godność jaką kiedyś miała.

Poczuła jak wsiada do rikszy. Wziął w ręce cugle.

"Zrobie wszystko, żeby nas z tego wyciągnąć." powiedział "Ale gdyby nam się nie udało, chcę, żebyś wiedziała, że jestem dumny, że uznałaś mnie za godnego, by być twoim woźnicą, i że jesteś moją ponygirl."

Teraz już zupełnie nie mogła opanować płaczu. Drgniecie wędzidła. Musi iść. Nie ma czasu na płacz.

Ruszyła. Drgnięcie wędzidła. Szybciej. Potrząsnęła głową. Zamrugała powiekami. Musi widzieć drogę przed sobą. Jeżeli ona połamie sobie nogi, to będą mogli tylko czekać aż tamci przyjdą.

Szybciej. Szybciej. Bat na jej pośladku. Kolana wyżej. Znów była ponygirl. Znów ciągnęła rikszę. Po raz pierwszy w życiu to nie było poniżające ani upokarzające. Z nim za plecami mogła byc dumna z tego kim oni ją zrobili. Zakołysała biodrami bardziej niż normalnie. Teraz to był jedyny sposób, żeby mu pokazać, że ona też jest dumna.

Czy to znaczy, że jej godność zależy od mężczyzny, którego ma przy sobie? On powiedział, że jest dumny, że ona jest jego kucykiem. Ona powiedziała, że jest dumna, że on jest jej woźnicą. Ludzka duma zależy chyba nie tylko od nich samych. Ludzka duma zależy od tego kogo mają przy sobie. Wiele kobiet czerpie dumę ze swoich mężów. Mężczyźni biorą za żony piękne kobiety, żeby być dumni. Ona jest dumna, że czuje na dupie żądło bata żołnierza Jej Królewskiej Mości. Żołnierz Jej Królewskiej Mości jest dumny, że ona jest jego klaczą. To nie jest jakiś zwykły żołnierz. Tego była pewna. Była pewna, że są tysiące żołnierzy, którzy nikogo nie zabili. Była pewna, że są tysiące żołnierzy, którzy takie sceny, jak te, które opisywał jej w nocy, widzieli tylko na filmach. Z filmów wiedziała, że jak dzieje się coś, co wymaga najwyższych umiejętności, wzywa się na pomoc Navy SEALS. On powiedział, że nie są najlepsi. On powiedział, że w Afryce zrobił z nich kotlety siekane. To znaczy, że Anglicy mają swoich Navy SEALS i to takich, że prawdziwi Navy SEALS są dla nich jak skauci. On powiedział, że nie wysłali go do Iraku, ponieważ tam będą Navy SEALS a Anglia jest sojusznikiem USA, a on ich nie lubi za to co robili w Afryce. Jeżeli to co robili w Afryce jest podobne do tego co opowiadał w nocy to on ma prawo ich nie lubić. Jeżeli on nie lubi ludzi, którzy robią takie rzeczy, to znaczy, że on nadal jest dobrym człowiekiem. To chyba jest trudne być dobrym człowiekiem, kiedy widziało się takie rzeczy i zabiło się tylku ludzi, że nawet nie wiadomo ilu.

Ona może być zniego dumna! A on? Dlaczego on powiedział, że jest z niej dumny? Czy dlatego, że powiedziała, że będzie go ciągnąć? Czy dlatego, że nie przestraszyła się ilu? 400 kilometrów? Jezu! Aż tylu? Czy dlatego, że powiedziała, że chce umrzeć jako ponygirl? Czy dlatego, że postanowiła uciekać? Nie wiedziała, dlaczego powiedział, że jest z niej dumny. Ale wciąż pamiętała jak się przed nią wyprostował i zasalutował jak jakiemuś generałowi. Zasalutował ponygirl.

Ona zrobi wszystko, żeby nie musiał się jej wstydzić. Ona zrobi wszystko, żeby mógł być z niej dumny.

Skierował ją w trawę. Tutaj było ciężej. Na ścieżce łatwiej było ciągnąć rikszę. Szybko przestała unosić wysoko kolana. On jej nie korygował. 400 kilometrów? Ona nie jest w stanie ciągnąć go po trawie przez 400 kilometrów! Drgnięcie wędzidła i żądło bata. Szybciej. Przyśpieszyła. On miał inne zdanie. Albo on nie znał jej możliwości. Teraz ona nawet nie może mu powiedzieć, że ona jest za słaba. Teraz jest tylko on i jego bat. Ona musi tylko ciągnąć rikszę. Teraz to on podejmuje decyzje. Ona swoją podjęła.

Kiedy ją zatrzymał była u granic swoich sił. Ona przekroczyła te granice. Tylko jego bat utrzymywał ją w ruchu.

Odpiął ją od dyszli. Automatycznie. Wbrew samej sobie zaczęła grzebać kopytami w trawie. Zrobiła kilka kroków do przodu. Znowu grzebała kopytami w trawie. Potrząsnęła głową. Odwróciła się i poszła do niego zadzierając kolana tak, że trącała nimi swoje piersi. Tuż przed nim znowu grzebała kopytami w trawie. Zmusiła się, żeby uspokoić oddech.

Nie wolno jej przestać. Nauczono ją tego. Musi się odprężyć w ruchu. Jeżeli teraz się położy to może się rozchorować, utworzy się jakiś kwas w jej mięśniach i jutro wszystko będzie ją bolało.

Cała drżała ze zmęczenia kiedy uznała, że już wystarczy.

"Czy jesteś pewna, że mam nasikać na pręgi po bacie?" zapytał.

Pokiwała głową. Stanął za nią.

"To ma jakiś sens." usłyszała z za swoich pleców "Gdzieś czytałem, że w moczu jest coś, że mocz był używany do garbowania." zadrżała od pieczenia pośladków, kiedy ciepła struga uderzyła jej ciało "Ludy pasterskie używały moczu jako kosmetyku. Podobno mocz ma właściwości nawilżające i oczyszczające. Tatarzy stosowali mocz jako szampon do włosów. Podobno je wzmacnia i nadaje im połysk. Mocz podobno zabija bakterie, które przynoszą choroby, nie szkodzi przy tym bakteriom, które żyją na ludzkim ciele bez szkodzenia. Podobno na naszej skórze żyje kilka tysięcy gatunków bakterii, które są nam potrzebne, żeby zachować zdrowie."

Nie wiedziała o tym. Z trudem utrzymywała się na nogach, kiedy stanął przed nią. Patrzył przez chwilę a potem wziął na ręce. Jęknął, zachwiał się. Zaniósł ją do rikszy i posadził na swoim miejscu.

"Nie powinnaś teraz siedzieć na trawie." powiedział z troską "Chcesz, żeby to z ciebie zdjąć?"

Pokiwała głową. Zdjął najpierw uzdę, potem odpiął jej ręce. Nie pozwoliła zdjąć gorsetu. Była zbyt rozgrzana, żeby wystawić skórę na wiatr. Zauważył, że siedzi bokiem. Zdjął paski krocza.

"Jesteś niesamowita." powiedział "Ja bym padł w połowie tej drogi, którą przeszłaś. Zaczynam wierzyć, że nam się uda. Jeżeli nie mają dostępu do satelity, to nigdy nie przyjdzie im do głowy, że jesteśmy już tak daleko."

Nie miała nawet tyle siły, żeby uśmiechnąć się do niego. Ale to co powiedział sprawiło, że poczuła się lepiej. Teraz nie może mu się przyznać, że ona nie jest w stanie ciągnąć go przez 400 kilometrów. Teraz ona po prostu musi to zrobić. Ona nie może sprawić mu zawodu.

Dał jej pić i jeść. Wytarł ją czystą koszulką do sucha. Widziała, że każdy krok sprawia mu ból. Ale robił to co było konieczne do zrobienia. Ona też zrobi to co jest konieczne do zrobienia.

Rozłożył koc na trawie. Ten, na kótrym spała poprzedniej nocy. Na kocu położył swój śpiwór. Zdjął z niej buty i gorset. Położył ją na tym śpiworze. Uklęknął i zaczął masować jej stopy. Jęknęła z bólu ale nie zabrała mu stóp z dłoni. Poczekała aż ból minie. To było to coś, czego nigdy nie miała w stajni. Szacunek i wdzięczność za wysiłek. I podziw. Kiedy skończył, rozebrał się i nagi położył się przy niej. Sprawdził czy karabin i pistolet leżą w zasięgu jego rąk i zapiął śpiwór. To było niezwykłe uczucie leżeć czując przy sobie nagie męskie ciało. Ciasny śpiwór wymuszał bliskość. Ze spkojem usnęła w silnych męskich ramionach.

Kiedy obudziła się było już jasno. Leżała na nim. Głowa na lewym ramieniu, jej nogi obejmowały jego prawą nogę. Obejmowały mocno, ponieważ miała rozkoszny sen, który skończył się zanim ona w tym śnie skończyła. Coś gniotło jej prawą nogę. Sięgnęła ręką. Jego członek. On był gruby i sztywny. Odsunęła rękę, ale natychmiast uległa swojej tresurze, żeby ulegać męskim zachciankom.

Ona szybko odkryła, że można reagować na męskie zachcianki na 2 sposoby: ulegać im, lub się opierać. Opór spotykał się zawsze z bardzo bolesną reakcją. Uleganie bolesne nie było. Wkrótce potem odkryła, że ulegać można chętnie, lub niechętnie. To drugie zawsze było nieprzyjemne. Uleganie chętne było często przyjemne, czasem bardzo przyjemne, nieprzyjemne nie było nigdy. Nauczyła się ulegać chętnie. Teraz jej przerwany sen sprawił, że była gotowa na przyjęcie mężczyzny a mężczyzna bardzo wyraźnie miał podobny sen do tego, którego nie dane jej było dokończyć.

Rozpięła śpiwór i siadła na nim. On sapnął przez sen. Uniosła się i opadła. Jego oddech słyszalnie stał się głośniejszy i bardziej chrapliwy. Jego przyjemność zwiększyła jej własną. Zaczęła się rytmicznie unosić i opadać. Otworzył oczy. Stęknął. Jego oczy wywróciły się przez chwilę widziała tylko białe plamy. Jęknął gardłowo i znów na nia patrzył. Oddychał szybko i chrapliwie. Jego oczy zamknęły się.

Kiedy skończyli położyła się na nim. Jej głowa leżała na jego piersi. ich oddechy się uspokoiły.

"Czy twój kucyk wymagał ujeżdżenia?"

"Mhm" pokiwała głową uśmiechając się na jego porównanie.

"Myślę, że nogi twojego kucyka szybciej będą się goić, jeśli codziennie rano będziesz go ujeżdżać."

Parsknęła śmiechem. Wczoraj rano sprawił, że była dumna, że została jego ponygirl. Dzisiaj to stało się przyjemną zabawą. A nawet terapią. Podniosła głowę i popatrzyła mu w oczy. Uśmiech powoli znikał z jego twarzy. Nagle przypomniała sobie. Obrączka! O nosi obrączkę.

"Jaka jest twoja żona?" zapytała cicho.

"Nie mam żony." odpowiedział.

"Nosisz obrączkę."

"Była w 8 miesiącu ciąży. Jakiś gangster postanowił zastrzelić innego gangstera na ulicy. Pocisk przeszedł przez gangstera i utkwił w sercu mojej żony."

Jej głowa opadła spowrotem na jego pierś. Zamknęła oczy.

"To było 2 lata temu. Trafiony gangster wyszedł ze szpitala po 2 tygodniach na swoich własnych nogach. Ten, który strzelał znalazł lekarza, który napisał, że wtedy kiedy strzelał cierpiał na jakąś straszną chorobę i nie wiedział co robił. On wyszedł z więzienia po miesiącu."

Teraz ona miała ochotę krzyknąć: "Jezu!". Nic nie powiedziała. Nic nie krzyknęła. Nic tutaj nie było do krzyknięcia ani do powiedzenia.

"Na pewno masz dziewczynę." szepnęła cicho.

"Czasem spotykam się z prostytutkami. jestem mężczyną i mam pewne potrzeby." dodał jakby się tłumacząc "Ale nie spotykam się z żadną kobietą. Żony kolegów próbują mnie umawiać z różnymi... kwokami. Kobietami, które mnie nudzą. Kobietami, z którymi nie mam ochoty się śmiać, żartować, ani nawet milczeć. Przez chwilę czułem się tak jak wtedy, kiedy Madelaine żyła. Nie pozwól, żebym czuł się tak jeszcze raz."

"Dlaczego?" zapytała cicho.

"Bo może będę chciał, żebyś już zawsze była moją ponygirl."

Pomyślała, że to może nie jest zły pomysł.

Uniosła się, żeby wstać. Zauważyła to czego nie widziała wcześniej. Przesunęła palcami po lśladach na jego piersi.

"Masz dużo blizn."

"Mam za dużo blizn. To moja ostatnia akcja. Ja złożyłem już rezygnację. Odchodzę z wojska."

Nie zapytała dlaczego chce odejść. Wstała. Przeciągnęła się. Patrzył na nią. Przeciągnęła się jeszcze raz. Mały uśmiech pojawił się na jego wargach. Dostrzegła, że jego męskość poruszyła się na jego brzuchu. Teraz już patrząc mu w oczy zaczęła tańczyć kręcąc biodrami. Masowała sobie piersi. Kątem oka widziała penis unoszący się coraz wyżej. Zwycięski uśmiech pojawił się na jej ustach. On mógł mówić co chce, ale ona była jego ponygirl a on jej woźnicą. Oni należeli do siebie.

Teraz to trwało dłużej. Tak długo, że miała rozkosz 2 razy zanim poczuła uderzenie jego spermy. Tym razem odkryła jak wyginać ciało, żeby pierścień w jej łechtaczce trącał o jego ciało. Znowu opadła zmęczona na niego. Zamknęła oczy. Odkryła, że jej oddech uspokoił się szybciej niż jego.

"Twój ogier chce, żebyś wiedziała, że jak jeszcze raz tego ranka będziesz chciała popędzić go do galopu to bedziesz musiała zachęcić go batem."

Znowu ją rozśmieszył. Zsunęła się z niego. Syknął. Dopiero teraz poczuła, że przesuwa udami po bandażu.

"Przepraszam." szepnęła "Zapomniałam."

"Cśśś." pogłaskał ją po plecach "To co mi dałaś jest warte tej chwili bólu."

Ból! To jej przypomniało o pościgu.

"Boję się." powiedziała.

"Ja też."

"Myślałam, że ty niczego się nie boisz."

"Tylko głupcy i szaleńcy niczego się nie boją. Kiedy ktoś mówi, że niczego się nie boi jest szaleńcem, głupce, albo kłamcą. Żadnemu nie można ufać."

"Ted mówił, że niczego się nie boi." powiedziała cicho "On zdradzał mnie z Sheilą."

Nic nie powiedział. Nie musiał nic mówić. Ona wiedziała: Ted był kłamcą. Zachichitała.

"On był też prawnikiem."

Oboje się roześmieli.

"Uratujesz nas?" zapytała kiedy się uspokoili.

"Zrobię co będę mógł." odpowiedział "Naprawdę jesteś w stanie zawieźć nas aż do brzegu?"

"Zrobię co będę mogła." odpowiedziała, zastanawiając się o jakim brzegu on mówił.

Wstali. Obje nadzy. On przyglądał jej się z podziwem. Ona jemu też. Dopiero teraz uświadomiła sobie, że ona ma oczy na wysokości szczytu jego ramion. On ma chyba ponad 6 stóp! Miał sylwetkę atlety i takież mięśnie. Nie takie jak Arnold Schwarzenegger. Jego mięśnie były bardziej płaskie, ale wydawały się silniejsze. Nie była pewna ale on ważył chyba więcej niż 250 funtów. To niesprawiedliwe! To on powinien ją ciągnąć! Przekrwiony bandaż na jego nodze. On nie mógł jej ciągnąć! On nie był w stanie nawet przejść tych 400 kilometrów. Nawet gdyby mógł iść tak daleko, to równie dobrze mogliby oboje się położyć i czekać aż ich znajdą. Trwałoby to niewiele dłużej a on cierpiałby mniej.

Spojrzała na jego twarz. On patrzył na jej piersi. Wyciągnął rękę i dotknął jej pierścienia w sutku.

"Sama to zrobiłaś?" zapytał.

"Nie. Przywiązali mnie do drewnianego X i zrobili mi to."

"Bardzo bolało." domyślił się "Widziałem w Londynie dziewczynę w cienkiej bluzce i bez biustonosza. Miała w piersiach takie same. Ona chyba sama to zrobiła. Słyszałem, że są dziewczyny, które mają w cipkach takie jak ty masz. W londynie jest też dużo dziewczyn, które mają kolczyki w pępkach. to teraz jest modne."

Zdziwiła się.

"A w nosie?"

Machnął ręką.

"Nie pytaj. Czasem to wygląda..." pokazywał palcem "Tutaj 5 i tutaj 5 i tutaj 2 albo 3 i tutaj" teraz doknął palcem miedzy swoimi brawiami "tutaj tez 2 i w brwiach cały rząd. Tak dużo, że nawet nie można tego policzyć. Nie pytaj!"

Uśmiechnęła się lekko.

"To ja nie wyglądam źle?"

Wziął ją za rękę i położył sobie na ponownie sztywniejącym kogucie.

"To najpewniejszy męski barometr." powiedział "On nigdy ciebie nie okłamie. Czy on mówi, że wyglądasz źle?"

Patrzyli sobie z uśmiechem w oczy.

"To na mojej dupie nie wygląda tak dobrze." powiedziała przestając się uśmiechać.

"To było żelazo?" pokiwała głową "Ten, kto to tobie zrobił, powinien mieć zrobiony taki znak z 2 stron jego dupy." powiedział "I jeszcze 1 na jego czole."

"To była kobieta."

"Kobieta? Kobieta ci to zrobiła?"

"Tak. Młoda. Blondynka. Bardzo ładna. Zawsze była ubrana w skórę. Mówili do niej Doktor Jelena."

"Tam była tylko jedna blondynka. Ona była w stajni. Młoda i bardzo ładna. Naga."

"Miała..." pokazała na swoje pierścienie w piersiach.

Skinął głową.

"Kotka w Rui albo Chętne Wargi. Doktor Jelena tam nie mieszka. Ona przyjeżdżała na 2 albo na 3 dni co kilka dni."

Zmarszczył brwi.

"Ktoś tam został." powiedział cicho "Jednej dziewczyny nie uwolnilismy."

Przełknęła ślinę.

"Chcesz tam wrócić?" zapytała z trudem.

"Jeżeli to zrobimy to oboje zginiemy. Później jej poszukamy. I doktor Jeleny."

Zrozumiała. Uśmiechnęła się.

"I zrobimy jej 2 takie znaki na dupie i jeden na czole?"

"I jeszcze 2 znaki na piersiach. Ona kazała wam biegać?"

"Tak. I bardzo lubiła używać bata. Ona nie mogła korzystać z nas w inny sposób."

"To zabierzemy ją do mojego przyjaciela. On wynajmuje młode aktorki. Płaci im 100 000 dolarów, za to, że przez rok będą jego niewolnicami. On lubi je wiązać i chłostać. Doktor jelenie raczej nie zapłaci." uśmiechnął się "To ona będzie płacić. Myślę, że poprosimy go, żeby zrobił z niej klaczkę."

Jej usta też rozciągnął uśmiech. Myśl o doktor Jelenie w uprzęży była... była... bardzo pociągająca.

Wciąż nago zjedli śniadanie. Jej włosy wymagały grzebienia. On miał grzebień. Mały. Taki jakie mężczyźni noszą w tylnej kieszeni spodni. Pół godziny siedział za nią i czesał jej sięgające do połowy pleców włosy. Powiedziała mu, że kiedyś miała krótsze, ale tutaj nie mieli fryzjera. Wszystkie kucyki miały długie włosy związane w koński ogon. On powiedział, że to rozumie, że on też uważa, że koński ogon to jedna z najładniejszych fryzur dla kobiet. On myśli, że to jest dobre do pracy i na spacer i na ćwiczenia, a z dodatkami to na balu też będzie dobrze wyglądać.

Związał jej włosy i wziął do ręki jej buty.

"Nie wiem kto wymyślił te buty ale albo był geniuszem albo szaleńcem." powiedział.

"Dlaczego?"

"Dla ciebie na pewno są koszmarem, ale mi bardzo się podoba, kiedy ty w nich chodzisz."

Uśmiechnęła się z przyjemnością.

"Dawno temu, to było dla mnie jak tortura. Teraz... teraz bolą mnie stopy kiedy za długo chodzę bez nich." podała mu stopę "Nawet kiedy jestem boso chodzę na palcach."

Wsunął przód jej stopy do buta i dopasował piętę na miejsce. Teraz rozwinął rozciągliwą gumową siatkę aż do połowy jej uda. Teraz ściągnął sznurówkę aż buty ciasno przylegały do jej nogi, bez możliwości przesuwania się i tarcia o jej skórę. Teraz zrobił to samo z jej drugim butem. Założył jej uprząż. Po zapięciu jej rąk klepnął ją w pupę.

"No..." urwał "Przepraszam." bąknął "Ja... lubię klepnąć w pupę kobietę, którą lubię, ale... wiem, że kobiety tego nie lubią. Ja... dotąd kontrolowałem to. Kilka razy klepnąłem moją żonę... aż uderzyła mnie w twarz... ja... nie wiem... może to dlatego, że jesteś związana... ja..." jąkał się.

"Ja to lubię." przerwała mu.

"Co?"

"Ja nienawidziłam kiedy ONI to robili. Ja lubię kiedy TY to robisz. To... zależy od tego kto klepie, kogo klepie i jak klepie. Inaczej jest kiedy wyższy klepie niższego, żeby pokazać mu swoją wyższość, a inaczej... inaczej..." szukała odpiednich słów "Inaczej jest kiedy partner klepie partnera, żeby okazać mu uznanie, podziw, albo zachęcić do zrobienia czegoś."

"Moja żona mówiła, że klepie się konia."

Uśmiechnęła się.

"Ja jestem kucykiem. Jestem twoją ponygirl. Widzisz? Mam na sobie uprząż. Tam leży moja uzda."

"Tak. Oczywiście." uśmiechnął się do niej.

Znowu biegła. On nie zmuszał jej do dużego tempa ale ciągnięcie rikszy przez trawę wymagało dużego wysiłku. Co pewien czas odkrywała, że nie unosi kolan. On tego nie pilnował. Ona sama musiała. Szybko o tym zapomniała.

Usłyszała nagle jego cichy głos:

"Szybciej!" i szarpnięcie wędzidła.

I głos i ruch wędzidła nie były dla niego normalne. Przyśpieszyła. Fala strachu zalała jej ciało. Nie obejrzała się. Tresura nie pozwoliła. Bała się tego za jej plecami ale nie była w stanie obejrzeć się do tyłu.

"Szybciej!" szarpnięcie wędzidła "Szybciej!"

Ona nie mogła już szybciej! Palący trzask bata.

"Szybciej!" bat "Szybciej!" bat.

Mogła szybciej. Pobiegła szybciej. Nagle wędzidło skierowało jej głowę w bok. Automatycznie, tak jak uczono ją przez 2 i pół roku skręciła w tamtą stronę. Pomiędzy 2 pagórki. Zatrzymał ją. Zeskoczył z rikszy. Zaczęła rozluźniać napięte mięśnie. Ciężko dyszała. Pot zalewał jej oczy.

"Na kolana!" warknął.

Padła na kolana. Dopiero teraz się obejrzała. Z karabinem w ręku czołgał się na szczyt pagórka. Uniósł głowę i szybko się rozejrzał. Położył się płasko. Z trzaskiem wyjął z karabinu magazynek i zajrzał do niego. Włożył magazynek i sprawdził pistolet. Z kliknięciem coś przesunął na karabinie. Znowu uniósł głowę i na coś patrzył. Zaczął zsuwać się ze wzgórza i cały czas na coś patrzył. Potem spojrzał na nią. Uśmiechnął się z wysiłkiem.

"To chyba tylko patrol."

Znowu był przy niej. Leżał na trawie. Zaczął sikać.

"To ze strachu." powiedział.

Dopiero teraz zauważyła, że nie ma na sobie spodni ani slipów. Ubrał bluzę, skarpetki i buty. Ale nic więcej. Zaczęła się śmiać. Wyglądał komicznie. On też się śmiał.

Znowu go ciągnęła.

Zjedli obiad. Znowu to jedzenie z foliowych torebek. Jedli zimne, ponieważ nie mogli rozpalić ognia.

Znowu go ciągnęła. Była bardzo zmęczona i to była dopiero godzina albo dwie od obiadu.

"KURWA!" jego krzyk.

Bat jakby chciał ją przeciąć na pół. Skoczyła do przodu. BAT! BAT! BAT! Pędziła ile miała sił w nogach. Nie wiedziała co się dzieje.

Strzały. Z karabinu maszynowego. Zsikała się w biegu. BAT! BAT! BAT! Przyśpieszyła, choć przed chwilą powiedziałaby, że szybciej już nie pobiegnie.

"Między tamte pagórki!" krzyk z za jej pleców.

Terkot karabinu maszynowego. Jeden strzał blisko za jej plecami. Biegła. Znowu strzały. Znowu przyśpieszyła. Karabin maszynowy. Pojedyńcze strzały tuż za plecami. Chciała upaść. Chciała zapaść się pod ziemię. Nie mogła. Musiała biec. Zobaczyła tuż obok parów pomiędzy dwoma pagórkami. Skręciła tam.

Silnik samochodu. Blisko. Z tyłu, z boku i powyżej jej głowy. 2 szybkie strzały z za jej pleców. Eksplozja. Coś upadło przed nią. Z trudem to ominęła. Koniec parowu. Znowu skręciła. Gdziekolwiek. Tam gdzie nie strzelają. Ściągnięcie wędzidła. Zatrzymała się. Cała drżała. Nogi się pod nią uginały.

ON. Tuż przy niej. Ściska ją. Tuli mocno.

"Dziękuję." jego głos "Uratowałaś nas." ona? ona tylko uciekała! "Idealnie wystawiłaś ich na strzał. Nie miałem jak. Byli pod złym kątem." nic z tego nie rozumiała "A ty nagle ten skręt. I oni dokładnie pod lufą. Jesteś genialna." ona? przecież on kazał jej skręcić! "Kazałem ci skręcić wcześniej, ale dopiero kiedy minęłaś... zobaczyłem, że tam to mylibyśmy wystawieni na strzał a nie oni." ciepła struga rozprysła się na jej nodze - sikał ze strachu "Dziękuję. Jesteś..." wybuch, gdzieś daleko "Shit! Eksplodował drugi samochód."

Zrozumiała. Nadal mają tylko rikszę i ją.

"Musimy zniknąć. Lepiej być daleko, kiedy przyjadą ich koledzy."

CO??? Ona nie ma siły! Ona za chwilę rozpadnie się na kawałki!

Drgnięcie wędzidła. Ruszyła. Na przekór zmęczeniu, na przekór bólowi płuc - biegła. Biegła. Biegła. Biegła aż do drzew. Rzeka. Stanęli. Pić!!! Tresura była silniejsza. Grzebała kopytami w ziemi. Unosiła nogi. Machała nimi. Uspokajała oddech i serce. Pot zalewał jej oczy. Nie miała siły się ruszać. Nie miała siły stać. Nie miała siły oddychać.

On dał jej pić ze swojej butelki. Nie zauważyła, kiedy zdjął jej uzdę. Piła łapczywie. Woda wyciekała jej z ust i spływała na piersi i pod gorset. Przyzwyczaiła się do tego. Jej ślina też tak ciekła.

Znowu wytarł ją do sucha swoją koszulką. Znowu ją przytulił. Mocno, aż zabolało zmęczone ciało.

"Jesteś najwspanialszą dziewczyną jaka kiedykolwiek chodziła po tej planecie." wyszeptał jej do ucha.

Poszedł do rzeki. Patrzyła jak kuleje. Tak jak od wczoraj. To wyglądało jakby ciągnął lewą nogę za sobą. Starał się jak najkrócej stać na rannej nodze. Wszedł do wody. Nie było głęboko. Rozejrzał się. Wrócił do niej i sięgnął do pasków trzymających dyszel przy jej gorsecie.

"Zmiana." powiedział "Teraz ja będę twoim kucykiem."

Potrząsnęła głową.

"Jesteś za bardzo zmęczona." powiedział.

Potrząsnęła głową.

"Nie jesteś w stanie ciągnąć mnie po wodzie."

"Mmm!" pokazała głową za siebie.

Westchnął.

"Jesteś równie uparta jak Madelaine." burknął.

Znowu dyszle były ciasno trzymane przy jej gorsecie. Co ona zrobiła? Przecież ona nie ma już siły! Ona nie jest w stanie ciągnąć rikszy przez rzekę.

Była w stanie. Co?! Ma skręcić? Skręciła. Ciągnęła rikszę wzdłuż rzeki. Pod prąd wody. Co ona zrobiła? Ona myślała, że on chce tylko na drugi brzeg. On skierował ją wzdłuż rzeki. Pod prąd. Woda sięgała jej powyżej kolan. Musiała wysoko zadzierać kolana. Jej trening jej pomógł. Koła grzęzły w piasku na dnie. Ona nie ma siły! Przewróciła się. Złapały ją silne ramiona. On tu był. Nie siedział w rikszy. Szedł tuż za nią. Wyszli na brzeg. Riksza została w wodzie.

Znowu kolacja. Nie była w stanie jeść. Gryzł za nią i podawał jej do ust pocałunkami. Po kolacji zaniósł ją do wody. Położył blisko brzegu, tak, że jej twarz była ponad wodą. Delikatnie ją umył. Umył ją bez mydła, tak jak mógł. Zamknęła oczy oddając się pieszczocie jego dłoni. Wyniósł ją z wody i położył na kocu. Masował jej stopy. Masował jej łydki. Masował jej brzuch. Przewrócił ją na brzuch. Masował jej łydki. Masował jej uda. Masował jej plecy. Masował jej pośladki.

Na przekór zmęczeniu poczuła podniecenie. Narastało powoli ale stale. Było coraz silniejsze. Kiedy masował jej pośladki rozchyliła nogi. Nie sięgnął tam ręką. Rozchyliła szerzej. Nic. Leżała rozczarowana. Jego dłoń zjechała w dół pomiedzy jej dolne wargi. Była tam już bardzo śliska. Westchnęła. Bawił się jej pierścieniami. Jęknęła. Kiedyś to było narzędzie tortury. Kiedyś te pierścienie uważała za upokarzające. Teraz okazały się bardzo przyjemne. Kiedy poczuła na sobie jego ciężar zadrżała w oczekiwaniu. Wszedł do jej dupy. Zamknęła oczy. Już dawno przestała dzielić jej otwory na lepsze i gorsze. Nauczono ją, że każdy jej otwór może dać mężczyźnie rozkosz. Nauczono ją tego batem. Potem sama nauczyła się znajdować w tym przyjemność.

Znowu obudziła się czując ciepło jego nagiego ciała. Tego ranka oboje leżeli na boku. Jego noga ciasno przylegała do jej cipki. Jej noga była wysoko na jego bolu. Piętą dotykała jego pośladków. Jego ręce trzymały ją ciasno dociśniętą do jego ciała. Pod głową czuła jego twarde mięśnie. Na głowie czuła jego ciepły oddech. Zawsze tak wyobrażała sobie poranki kiedy weźmie ślub z ukochanym mężczyzną. Nie była żoną. On nie był mężem. Znali się od 2 dni. Ścigali ich żołnierze. Strzelano do nich. Ona była ponygirl a on był rannym wyzwolicielem. Wszystko było nie tak. Ten mężczyzna był teraz najbliższym jej człowiekiem. Nie tylko dlatego, że był tak blisko, że czuła go całą długością swojego ciała. Całe tysięce mile stąd nie było nikogo innego, komu mogłaby zaufać. Jemu mogła ufać. Jemu mogła zaufać jak nikomu nie ufała do tego czasu. Jemu tak właśnie ufała.

Na udzie czuła ucisk, czegoś twardego. Uśmiechnęła się. Wiedziała co to jest. On chyba każdej nocy ma "niegrzeczne" sny. Obudziła go tak jak wczoraj. Otworzył oczy i uśmiechnął się do niej.

"Twój ogier jest dumny, że ma takiego doskonałego jeźdźca." wyszeptał kiedy skończyli "Jesteś najlepszą amazonką jaką znam."

Po śniadaniu oglądał mapę.

"My jesteśmy tutaj." pokazywał jej "Tutaj jest miasto. Tam nie możemy iść."

"Tam na nas czekają?" zapytała.

"Nie w mieście. Tutaj." zatoczył palcem koło wokół miasta "Jeżeli uda nam się wejść do miasta żywym to cały świat zobaczy zdjęcia brytyjskiego żołnierza z misją ratunkową."

Zachichotała. To byłby obrazek! Przytuliła się do jego pleców.

"Brytyjska kawaleria."

"Dragon Jej Królewskiej Mości."

Teraz razem się śmiali. Czuła jego dłonie na jej pośladkach. Jej piersi drżały przyciśnięte do jego pleców. Oboje byli nadzy.

"Znowu to robisz." powiedział nagle cicho.

Już się nie śmiał.

"Co robię?"

"Robisz, że znowu tęsknię za kobietą, z którą mógłbym iść przez życie."

Mocno, aż zabolały ją ręce przycisnęła się do niego. Takie proste słowa. Już straciła nadzieję, że kiedykolwiek jakikolwiek mężczyzna jej powie coś takiego.

Pozostali tam aż do obiadu. Powiedział, że ona musi odpocząć. To była prawda. Bolało ją całe ciało. Przez cały ten czas byli nadzy. Ona tylko poprosiła, żeby założył jej buty. Chciała też nosić uprząż, ale musiała mieć wolne ręce. Zdjęła mu opatrunek z nogi. Rana już nie krwawiła, ale chyba nie goiła się dobrze. Przemyła ją płynem z tej butelki. Krzywił się ale pozwalał jej na wszystko. Potem ona go umyła w rzece. Już tak dawno nie dotykała mężczyzny własnymi rękami. Korzystała z okazji pomimo bólu w rękach. Potem on zobaczył jakieś ryby. Wziął strzałę i kłuł nią wodę. Wyglądało to śmiesznie ale złapał tak 3 ryby. Rozpalił małe ognisko i upiekł zdobycz. Ona wyprała mu koszulki i skarpety. Umyła też swój przepocony gorset. Ryby były pyszne. Po obiedzie się znowu kochali. Teraz ona była na dole. On leżał na niej. Kiedyś w ten sposób czuła, że jest przygniatana i dominowana przez mężczyznę. Teraz to jej zupełnie nie przeszkadzało. Teraz była z mężczyzną, któremu mogła zaufać. Teraz to był mężczyzna, któremu mogła powierzyć swoje życie.

Potem znowu jechali rzeką. Dalej i dalej. Zatrzymał ją. Wysiadł z rikszy i dokądś poszedł. Stała sama w rzece. Nie wiedziała co się dzieje. Wrócił i znowu jechali. Riksza znowu została w wodzie. On niósł przebitego strzałą zająca. Zastrzelił go z łuku. Nawet nie usłyszała kiedy strzelał.

Znowu rozpalił ognisko. Siedziała przytulona do niego kiedy piekł mięso. To też było pyszne. Potem myli się w rzece. Ona jego a on ją. Kochali się. Usnęli przytuleni do siebie. Rano obudziła go pieszczotami i pocałunkami. On był gotowy już kiedy ona się obudziła, ale teraz chciała inaczej. Potem pieścili się. Ona pieściła i całowała jego. On całował i pieścił ją. Była w raju.

Potem wyjechali z rzeki i ciągnęła go przez step. Zbliżyli się do jakiejś drogi. Zatrzymali się, on dokądś poszedł i długo go nie było, a potem najszybciej jak tylko mogła przebiegła na drugą stronę. On popędzał ją batem raz za razem. 3 razy uderzył z góry, tak, że rzemień trafił ją w piersi. Omal nie wyła z bólu. Dusiła krzyk i pędziła jakby goniło ją stado wilków. Kiedy zasłoniło ich wzgórze usłyszała głos silnika. Drogą jechał jakiś duży samochód.

"Na kolana!" padła natychmiast "Żołnierze."

Przejechali. Patrzyła z napięciem na niego. Dopiero, kiedy ucichł głos silnika uświadomiła sobie, że ani razu nie spojrzała na drogę. Patrzyła na niego. Patrzyła jak on patrzy. Patrzyła, jak trzyma rękę na karabinie.

Potem popędził ją jeszcze kilkanaście minut, może pół godziny. Nie wiedziała jak długo to było. Zmuszał ją do szaleńczego biegu siekąc batem jej pośladki i piersi. Kiedy się zatrzymali zniosła pieczenie moczu na jej pośladkach a kiedy już kucnęła lizanie jej piersi. Powiedział, że to też ma właściwości gojące. Tego wieczora nie została uwolniona z uprzęży. Ani następnego. Tylko rano na chwilę wyjmował jej ogon.

Trzeciego wieczora kiedy skończył ją karmić, patrzył na nią długą chwilę.

"Dlaczego mi na to pozwalasz?" zapytał.

"Na co?"

"Dlaczego pozwalasz mi trzymać cię cały czas w uprzęży? Dlaczego pozwalasz mi pędzić się bez żadnej przyczyny? Dlaczego nie protestujesz, kiedy biję batem twoje piersi?"

"Ufam ci. Nie zrobisz mi krzywdy."

"Nie zrobię. Wczoraj zmusiłem cię do tego biegu tylko dlatego, żeby zobaczyć jak kręcisz tyłkiem. Kiedy biegniesz tak szybko to robisz to tak... tak... że gdyby nie ta noga to skorzystałbym z twojego pozwolenia na gwałt."

Nie mogła się nie uśmiechnąć.

"Przykro mi. Przykro mi, że nie mogłeś."

Potem było już inaczej. Jechali wolniej. On uznał, że nie muszą się śpieszyć. Jednego dnia strzelił z łuku do jakiejś sarny ale dokądś pobiegła i popędzili w pościgu. znowu bat siekł jej pośladki i piersi. Znowu ciągnęła go szybciej niż byłaby zdolna biec bez niego. znaleźli martwą sarnę. Zaciągnęła rikszę do lasu, gdzie płynął strumyk. Tam zatrzymali się cały dzień. On nie miał już niczego do jego rany, więc ona sikała mu na nogę.

Rano kiedy wstawał, oparł się na rannej nodze. Zaskowyczał jak raniony pies i padł blady. Cały drżał. Znowu zaczął wstawać. Powstrzymała go.

"Powiedz co musisz zrobić. Zrobię za ciebie."

"Idź za mnie sikać." burknął i znowu zaczął wstawać.

Położyła mu dłonie na brzuchu i docisnęła do śpiwora.

"Co?"

Bez słowa przesunęła głowę w stronę jego brzucha i wzięła jego penis do ust.

"Co robisz?" zapytał "Ja muszę sikać!"

Znowu spróbował wstać. Chwyciła jego mosznę i pociągnęła w dół.

"Shit!" warknął i zaczął sikać.

Zaraz potem szybko doprowadziła do wytrysku.

Przesunęła się w górę i położyła na nim.

"Czy to wam kazali robić w stajni?"

"Tak."

"Myślę, że to upokarzające i poniżające."

"Kiedy robisz to związana i karana batami za każdą rozlaną kroplę - tak. Teraz - to był mój dar."

Złapał ją za włosy i pociągnął w górę nad swoją twarz. Jęknęła z bólu kiedy jej ciało przesunęło się po jego ciele.

"Jeżeli poczuję to jeszcze raz..." powiedział z groźbą w głosie "Jeżeli poczuję to jeszcze raz to ciebie związę, żaknebluję, zabiorę do mojego domu i do końca twojego życie będę trzymaj ciebie jako moją niewolnicę."

Uśmiechnęła się.

"Zrób to."

Puścił ją.

"Do diabła z taką kobietą, która mnie się nie boi." burknął niby ze złością "Cokolwiek bym wymyślił oni robili ci straszniejsze rzeczy."

Następne dni to była trochę zabawa. Ona mówiła mu jak powinno drżeć w jej ustach wędzidło a on próbował to wykonać wodzami. Ćwiczyli komendy bez posługiwania się głosem. Szybko się tego uczył i podczas jazdy coraz rzadziej do niej mówił a coraz częściej bawił się zmienianiem tempa i kroków. Coraz ściślej też wymagał przestrzegania tego czego nauczyła się w stajni. Przed kolacją zawsze zdejmował jej uprząż i cały czas spali w jednym śpiworze. Wieczorami rozmawiali. On opowiadał jej o swoim życiu. Nigdy o wojsku. Zawsze o tym poza wojskiem. Ona niewiele miała do opowiedzenia. Bogata babcia, która 4 razy wyszła za mąż. 3 razy się rozwiodła zabierając dużą część majątku mężów. 1 raz mąż rozwiódł się z nią i ożenił się z kobietą młodszą od jego córki. Babcia została sama. Mama manager. Nigdy nie miała czasu dla męża i obu córek. Ojciec prawnik zostawił mamę i ożenił się z ich meksykańską gosposią. Carla jej starsza siostra robi karierę w biurze prawnym ojca. Ona miała powtórzyć karierę matki. Studiowała u Stanforda. Była drugą studentką na roku. Była cheerleaderką. Jej chłopakiem był kapitan drużyny footballowej. Była gwiazdą."

"Byłaś na drodze, żeby skończyć tak jak skończyła twoja babcia i jak skończy twoja matka."

To znaczy jak?"

"Sama w wielkim domu z psem albo kotem. A twoje dzieci przysyłałyby ci kartkę raz na rok."

"Mama pisała do babci 2 razy w roku." zaprotestowała "I babcia mieszka z oboma. Psem i kotem."

"Tak. Oczywiście." mruknął, a ona zrozumiała co chciał jej powiedzieć.

Jeden raz czy dwa razy to żadna różnica. Mama nie odwiedzała babci. Mama do niej nawet nie telefonowała. Mama nie opiekowała się babcią, kiedy babcia była chora. Całe towarzystwo babci to był pies, kot, służąca i pielęgniarka. Nie było przy niej nikogo bliskiego. Nikogo, kto by ją kochał, ani nikogo, kogo ona kocha.

"Czy tak wygląda amerykański sen?" zapytała cicho.

"Nie. To nie jest amerykański sen. Tak wygląda koniec amerykańskiego snu. Kiedy masz już wielkie pieniądze, dowiadujesz się, że goniąc za snem zostawiłeś za sobą wszy


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
jeszcze nie nazwany koń
kucyk rekreacyjny



Dołączył: 12 Lis 2006
Posty: 49
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/2

PostWysłany: Czw 23:05, 19 Sie 2010    Temat postu:

niezłe! może trochę językowo niedopracowane, ale nie jest źle Smile przeczytałem 1/3 - i niestety muszę przerwać, jak tylko znajdę trochę czasu na pewno powrócę do lektury

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
alex260865
dziki kucyk



Dołączył: 27 Lip 2007
Posty: 12
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/2
Skąd: Wrocław

PostWysłany: Pią 0:22, 20 Sie 2010    Temat postu:

wlasnie zauwazylem ze ucielo koncowke.

"Nie. To nie jest amerykański sen. Tak wygląda koniec amerykańskiego snu. Kiedy masz już wielkie pieniądze, dowiadujesz się, że goniąc za snem zostawiłeś za sobą wszystko to co jest w życiu ważne. Nie masz przyjaciół, nie masz rodziny. Masz tylko to co można kupić za pieniądze."

Długo leżała wtulona w jego nieruchome ciało. Myślała o tym co jej powiedział. I o tym co ich łączyło. Czy to było coś trwałego? Czy to była tylko wspólna ucieczka? Była pewna, że jej podoba się bycie jego ponygirl. I jemu coraz bardziej podobało się, że ona była jego ponygirl. To co na początku było koniecznością coraz bardziej stawało się zabawą. On coraz lepiej chodził. Na pewno nie musiał już jej popędzać do galopu. On to po prostu lubił. Miał w rikszy jej stare dzwonki i przyczepiał je jej. Znowu czuła tę starą potrzebę, to trudne do wytrzymania podniecenie biegiem. On czasem litował się nad nią i przypinał jej nos do rikszy. Częściej jednak trzymał ją tak cały dzień, bawiąc się widokiem jej soków spływających jej po udach. A ona? Ona cieszyła się władzą jaką nad nim zdobywała. Przedziwną rozkosz sprawiało jej patrzenie w jego oczy, kiedy na nią patrzył. To pragnienie. To porządanie. I duma. I podziw. Czasem ją pytał skąd ona bierze siłę, żeby to wytrzymać? Kiedy indziej - dlaczego się nie buntuje? Dlaczego mu pozwala?

Dlaczego mu pozwalała? Dlaczego mu pozwalała? Pozwalała mu dlatego, że mogła mu przerwać! On nigdy by tego nie zrozumiał. On musiałby przejść przez to samo co ona. On musiałby znosić setki i tysiące najgorszych tortur i poniżeń, żeby zrozumieć rozkosz mienia możliwości coś przerwać, skończyć, pozwalania komuś na coś. Ona kiedyś czytała o BDSM. Wtedy wydawało jej się to obrzydliwe i poniżające. Teraz już wiedziała! To nie było ani obrzydliwe, ani to nie było poniżające. To jest dokładnie takie jak wtedy, kiedy sikał jej do ust - dar. Dar złożony z samego siebie. Ona już wiedziała, że obrzydliwe i upokarzające jest niewolnictwo. Ona już nie była niewolnicą. Ona teraz mogła przerwać to co on robił. Nie od razu. ale mogła mu przerwać. Mogła mu powiedzieć - tego nie lubię. Mogła mu powiedzieć - tego nie chcę.

Wjechali na krawędź lądu. To było niezwykłe. Wyjechali z lasu prosto na załamujący się ląd. Ściana drzew. Kilka metrów trawy i... nic. Dalej kilkanaście metrów pionowej skalnej ściany i morze.

Rozglądał się. Oglądał mapę.

"Pomyliłem się." oznajmił "Musimy iść tam." pokazał ręką "To będzie jeszcze... 20 kilometrów."

Odprzągł ją od rikszy. Przejrzał ich bagaże i połowę rzeczy wrzucił na rikszę i zepchnął do morza. patrzyła na niego ogłupiała. Co on robi? Uwolnił jej ręce. Odpiął jej dzwonki. Zdjął jej uzdę. Założył na swoje plecy plecak i opierając się na niej poszli. Wieczorem zobaczyła kołyszący się w zatoce jacht. Jacht? To wyglądało jak żaglowiec ze starego rysunku. 2 maszty. Długi bukszpryt. Był piękny.

"Seapony" powiedział.

"Co?" zapytała.

"Seapo..." urwał.

Patrzyli na siebie.

"Seapony." powiedział jeszcze raz "To nazywa się Seapony. Jest mój. Mój kucyku." uśmiechnęli się do siebie.

Na jachcie było trzech innych mężczyzn i pozostałe kobiety więzione w stajni. Ci mężczyźni to było 2 rosjan i arab. wszyscy zostali wynajęci przez jej wujka.

2 miesiące później odnalazła Dariusa. Tylko jemu miała odwagę przyznać się, że tęskniła za uprzężą i tym czasem, który spędzili we dwoje.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
jeszcze nie nazwany koń
kucyk rekreacyjny



Dołączył: 12 Lis 2006
Posty: 49
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/2

PostWysłany: Pią 21:22, 20 Sie 2010    Temat postu:

Ciekawy byłby z tego komiks:)

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Alien1812
Trener



Dołączył: 08 Gru 2006
Posty: 40
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/2

PostWysłany: Śro 15:35, 29 Wrz 2010    Temat postu:

Ciekawe czy ma dalszy ciąg...

Poza tym wolałbym film niż komiks Smile

Może obsadę zrobimy z tego forum Smile


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
alex260865
dziki kucyk



Dołączył: 27 Lip 2007
Posty: 12
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/2
Skąd: Wrocław

PostWysłany: Czw 12:29, 30 Wrz 2010    Temat postu:

niestety, nie ma ciagu dalszego. wlasciwie to nawet zakonczenie mialo byc troche inne - dluzsze. zabraklo mi zapalu, kiedy napisalem to, co najwazniejsze.

sorki


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Wyświetl posty z ostatnich:   
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum Primrose Ponies Stable Strona Główna -> Opowiadania użytkowników Wszystkie czasy w strefie CET (Europa)
Strona 1 z 1

 
Skocz do:  
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach

fora.pl - załóż własne forum dyskusyjne za darmo
Powered by phpBB © 2001, 2005 phpBB Group
Regulamin